
Nie trzeba wyruszać w świat w pełnym uzbrojeniu. Teraz to już wiem, ale jeszcze do niedawna obudowana byłam po same zęby. Zaczęłam uczyć się stawiać granice. Temat w mojej ocenie nieprosty i niejednoznaczny. Zgłębiałam go od samych podstaw. Najpierw musiałam poczuć i nazwać to, co czuję. Wiedziałam, że złość będzie drogowskazem i wsparciem, zawsze wtedy, gdy jakiś „intruz” chciałby wkroczyć na suwerenne tereny mojego ciała, uczuć, myśli. Chciałam nauczyć się chronić i posługiwać się tarczą. Z czasem zrozumiałam, że mogę wpaść we własną pułapkę. Stawianie granic to przecież nie obrona, to nie atak. Ta notatka to strefa kibica. Doping (mam nadzieję) dla tych wszystkich, którzy rozpoczynają naukę dbałości o siebie lub są już w drodze. Za siebie też zresztą mocno trzymam kciuki.
Kiedy otaczają nas ludzie o podobnej wrażliwości, bardzo często jedno subtelne spojrzenie, słowo, gest wystarczą, aby dać znać o jakimkolwiek przekroczeniu. Ale bywają też inni ludzie i inne okoliczności, kiedy trzeba głośno i bardzo wyraźnie sygnalizować, że oto właśnie agresywne wojska przekroczyły naszą granicę. Niekiedy potrzebne są wielokrotne powtórzenia, a nawet ograniczenie lub zerwanie kontaktów. Nie zawsze bowiem nasze subtelne lub mniej subtelne sygnały przynoszą oczekiwane rezultaty. Sztuka w tym, żeby przy stawianiu granic samemu nie stać się najeźdźcą.
Moje spostrzeżenia są takie, że osoby sięgające po broń najczęściej atakują tych, którzy nie potrafią stanowczo wyrazić swojego sprzeciwu. Czym jest broń? Bronią może być cynizm, sarkazm, mówienie nieprawdy, obgadywanie, wyśmiewanie, zawstydzanie, szydzenie, wykluczanie… Ogólnie rzecz ujmując, wszystkie agresywne postawy wobec drugiego człowieka. Katem może więc być każdy, nie tylko stereotypowy łotr ścigany z mocy prawa listem gończym.
Nie zmierzam tu do kategorycznego podziału ludzi na drapieżników i ofiary, świętych i złoczyńców. Wręcz przeciwnie. Chcę zwrócić uwagę na fakt, że drapieżnik w każdym czasie może stać się ofiarą, a ofiara drapieżnikiem. Ten temat pojawia się m.in. w moim tekście „W jednym ciele”. Konkluzja jest taka, że stawianie granic to rzeczywiście nie desperacka obrona ani atak. Stawianie granic to nie egoizm. To szacunek i empatia wobec siebie i innych ludzi. Ważna jest jednak uważność na to, w jaki sposób to robimy. Kiedy zrobimy to w zgodzie ze swoimi uczuciami, stanowczo, ale z nienaruszalnością granic drugiego człowieka, jeśli nie będziemy odkładać tego w czasie, to obrona nie będzie już konieczna, a inni ludzie (przynajmniej większość z nich) przestaną być intruzami. Atak lub odpieranie ataku nie są wówczas potrzebne. Jest to zejście z pola bitwy i brak wewnętrznego przymusu wchodzenia w skrajne, wyczerpujące role ofiary lub kata.