
Bywają momenty, kiedy stawiam sobie warunki, ponaglam się i z niecierpliwością czekam na zmiany i rezultaty. Pojawiają się też chwile, kiedy, rozczarowana brakiem efektów, wracam do bezlitosnych ocen siebie. Wchodzę w stare schematy. Zarzucam na siebie plecak pełen wymyślonych powinności dotyczących życia zawodowego, pełnionych społecznie ról, oczekiwań związanych z wiekiem… I wtedy zaczynam wątpić i gorączkowo szukać racjonalnych argumentów potwierdzających słuszność obranej drogi. Chcę wtedy ścisłych rozwiązań.
Najczęściej towarzyszą temu silny smutek i złość. Po staremu budzi się ochota na ucieczkę. Chęć sięgnięcia po sztuczne i złudne sposoby zmiany nastroju. No bo przecież ile można, no nie? No bo gdzie te efekty, i to najlepiej spektakularne, no gdzie? Na szczęście na tym etapie rzadko wchodzę w tę ściemę i znam już odpowiedzi na te pytania. Czy przychodzą do mnie łatwo? Bywa, że nie. Często, zupełnie niesubtelnie, poprzedzone są siarczystymi wulgaryzmami. Moja ostatnia refleksja w tym temacie jest taka, że po raz kolejny swój dobrostan warunkuję pomyślnym wykonaniem jakiegoś zadania, realizacją planów i celów w ściśle określonym czasie, obecnością pożądanych osób lub dóbr… Zawieszam swoje życie na czas „od do”, w oczekiwaniu „na”.
Kiedy decyduję się zostać z uczuciami, zaczynam naukę. Oglądam się za siebie i widzę, jaką drogę przeszłam. Widzę, do czego nie chcę już wracać, i za chwilę dostrzegam dobrą jakość obecnego życia, pomimo… Emocje cichną, a ja pokornieję. Odchodzi zwątpienie, a ja ponownie czuję pewność, że jestem na swojej drodze. Słowa „w swoim czasie” są krzepiącą obietnicą, że coś, czego pragnę, wydarzy się, tylko w innym czasie, niż zakładałam – odpowiednim, moim. Zawierzam temu.
Nie oznacza to jednak stanu stagnacji, bierności, odkładania życia na potem. Działam dalej z wewnętrzną zgodą na to, że wszystko jest tak, jak ma być. Odłożenie czegoś w czasie, zgoda na zmiany i trudności pojawiające się w życiu nie oznaczają rezygnacji z niego. Akceptacja tego, że wszystko przychodzi we właściwym momencie, zaufanie, wiara w to, że można żyć na swoich nierestrykcyjnych warunkach, zrzucają z pleców ogromne ciężary. Zdecydowanie lżej idzie się wówczas swoją drogą.