
Dojrzałam wczoraj w przyrodzie uścisk Lata i Jesieni. Zobaczyłam, jak pięknie witają się i żegnają zarazem, tak hojnie przy tym obdarowując wszystkich dookoła. Było radośnie, uroczyście i wzruszająco. W jakiej zgodzie zmieniają wartę, pomyślałam. Poczułam też, że to spostrzeżenie poruszy we mnie niebawem jakiś temat. I tak się stało.
Tym razem zaczęłam od zrobienia ilustracji. Opisałam ją szczegółowo i zapragnęłam, żeby panie Lato i Jesień były zwiewne, eteryczne, ale równocześnie doświadczone i osadzone w sobie. Zdziwiłam się obrazem, który powstał. Zaskoczyły mnie zmarszczki na ich twarzach. Postanowiłam więc poprosić Google Gemini, aby namalował panie w średnim wieku. Namalował. A ja już wiedziałam, że pierwsza wersja jest tą właściwą. Jest taka, jaka być powinna.
Chciałam doświadczenia w młodym ciele i osadzenia w zwiewności. Chciałam zjeść ciastko i mieć ciastko. Przez większość życia zresztą upierałam się, że tak można, że to absolutnie możliwe (tak było, serio). I wtedy dotarło do mnie, o czym jest temat tej notatki.
Jest o przemijaniu, ale wcale nie na smutno. Jest o wymianie, zmianie, budowaniu wewnętrznych zasobów. Jest o promiennych oczach, a niekoniecznie już cerze. O elastyczności i giętkości myśli i uczuć, a niekoniecznie już skóry i ciała. O bujności doświadczeń, a niekoniecznie już włosów. Ta notatka jest więc o akceptacji tego, co przychodzi i odchodzi. I wszystko jest tak, jak być powinno. I nadal jest pięknie. Nie bardziej, nie mniej, po prostu pięknie.